wtorek, 26 marca 2013

Rozdział 14


   Pierwsze, co zaczęło do mnie docierać, to głosy.
Były wszędzie. Uderzały we mnie z każdej strony. Próbowałam od nich uciec, ale nie mogłam nic zrobić. Nie potrafiłam się poruszyć.
Następne były kolory.
Chociaż miałam zamknięte oczy, widziałam pod powiekami mnóstwo wirujących barw. Rozpryskiwały się, a na ich miejsce pojawiały się nowe. Myślę, że nie byłabym w stanie nazwać nawet połowy z nich.
Kolejny był zapach.
Wypełniał mnie całą od góry do dołu. Czułam jak go wdycham, chociaż nie miałam na to najmniejszej ochoty.
Następne było uderzenie ciepła.  Czułam za wysoką temperaturę otaczającą mnie zewsząd i palącą mnie od środka, po której nastąpiła fala obezwładniającego zimna.
Na końcu pojawił się ból. Paraliżujący ból.
Ocknęłam się z krzykiem, łapiąc łapczywie powietrze.
Chwilę zajęło mi, żeby wzrok przyzwyczaił się do jasnego, dziwnego światła.
Rozejrzałam się zdezorientowana naokoło, a każdy ruch głową sprawiał okropny ból.
Najpierw zauważyłam wpatrującego się we mnie z lekkim niepokojem Biebera, a po drugiej stronie pomieszczenia, Nathalie uśmiechającą się do mnie szeroko.
-Witamy w świecie żywych – powiedziała dziewczyna, podniosła się z miejsca i przysiadła obok mnie na łóżku – Jak się czujesz?
-Zdezorientowana… - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Nie patrzyłam więcej w stronę Biebera, chociaż aż za dobrze wyczuwałam jego spojrzenie na sobie.
-Już mówiłam lekarzowi, że się budzisz, zaraz tu będzie – oznajmiła Nathalie.
Pokiwałam niepewnie głową.
Ach tak, szpital.
Ale dlacze…
-Dlaczego mnie nie złapałeś?! – wspomnienie z poprzedniego dnia uderzyło we mnie z dużą siłą. Pokierowałam wściekłe spojrzenie, w stronę Biebera.
Wzruszył ramionami.
-Nie pamiętałem, że w tym momencie miałaś się przewrócić, ok?
Świdrowałam go złym spojrzeniem i ani trochę mu nie wierzyłam.
-Co tu w ogóle robisz? – zapytałam zirytowana.
Znowu wzruszył ramionami.
-A nie mogłem się o ciebie martwić?
Powiedział to takim głosem, że poczułam coś czego na pewno nie powinnam czuć, po tym wszystkim co zrobił. Po tym jakim był idiotą.
Zaśmiałam się sztucznie, żeby ukryć, to co dzieje się ze mną w środku.
-Najpierw pozwalasz, żebym się przewróciła i zaryła głową o kamień, a potem się martwisz?! Naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz??? – powiedziałam sarkastycznie, z nieukrywanym jadem w głosie.
Podniósł się z miejsca i ruszył powoli w stronę wyjścia. Zatrzymał się jeszcze zanim nacisnął na klamkę i posłał mi spojrzenie, którego nie byłam w stanie rozszyfrować.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował i zniknął za drzwiami.
-Nareszcie – powiedziała Nathalie z nieukrywaną ulgą w głosie – Wiesz ile razy próbowałam go stąd wywalić??? Jakieś 20! Ale nie. On się uparł i tu siedział. Idiota. Prawie nie spuszczał z ciebie wzroku. Nie wiem czy grał, czy nie, nie wiem czy on w ogóle potrafi nie udawać, ale wyglądał na zmartwionego. Weź ogarnij tego kolesia – powiedziała zażenowana – Co jest z nim nie tak??
-Nie mam pojęcia… - westchnęłam.
Czy ktoś jest w stanie rozszyfrować Biebera?
Nie dopuszczając do moich dalszych rozmyślań, w sali pojawił się lekarz.
Zapytał o moje samopoczucie, wyprosił grzecznie Nathalie, przeprowadził jakieś wstępne badania i powiedział, że wypuści mnie wieczorem.
Nie miałam pojęcia co rozumiał przez wieczór, ale miałam nadzieję, że nie więcej niż za 3 godziny. Nienawidziłam szpitali.
Po chwili doktor zostawił mnie samą. Przez paręnaście minut czekałam na Nathalie, która po jakimś czasie przysłała mi smsa, że reżyser zwołał zebranie i wróci do mnie najszybciej jak się da. Byłam ciekawa, czy może wyrzucą mnie z filmu, za to, że zemdlałam…
Uśmiechnęłam się ironicznie. Uprzejmie przepraszam za to, że nie zachowałam przytomności po zderzeniu głowy z kamieniem.
Włączyłam telewizor, ale nawet nie zdążyłam wybrać kanału, który chcę oglądać, kiedy do pokoju wszedł Justin.
Spojrzałam na niego, marszcząc brwi.
-Co ty tu…?
-Zostałem wyznaczony do zapewnienia ci towarzystwa – oznajmił z uśmiechem i przysunął sobie krzesło bliżej mojego łóżka, po czym na nim usiadł.
-Huuura – jęknęłam załamana.
Roześmiał się.
Nie wiem czy stał się perfekcyjnym aktorem, czy zaśmiał się… szczerze?
-Jak się czujesz? – zapytał jakby nigdy nic.
Spojrzałam na niego ironicznie.
-No co? – uśmiechnął się rozbawiony, unosząc ręce w obronnym geście – Wszyscy wiedzą, że to był wypadek, tylko ty i Nathalie na mnie usiadłyście.
-Dosłownie i w przenośni – mruknęłam, a Bieber parsknął śmiechem.
Przez dłuższą chwilę nie mógł się uspokoić, dopóki nie wyczuł na sobie mojego spojrzenia z serii: „ Serio?? Naprawdę??? -.-‘ ”.
-Ej, mała. Nie złość się – położył dłoń na mojej i zanim zdążyłam zareagować splótł swoje palce z moimi.
-Za, którą z rzeczy, które zrobiłeś mam się nie złościć??? Powymieniać kilka?? – wyrwałam rękę z jego uścisku – Wiesz dlaczego oni wszyscy wierzą w wersję, że to był przypadek??? – spojrzałam Bieberowi twardo w oczy – Bo tak naprawdę cię nie znają.
Justin nie odwrócił wzroku, ale w jego minie nie było już nic z rozbawienia.
Przez dłuższą chwilę, żadne z nas się odzywało.
-Nie chciałem, żebyś sobie coś zrobiła – Justin w końcu przerwał napiętą ciszę. Znowu miałam wrażenie, że mówi szczerze. Niestety pozory mogą bardzo mylić…
-To dlaczego mnie nie złapałeś? – zapytałam, z pozoru spokojnym tonem.
Przełknął ślinę. Ani na sekundę nie przerywał ze mną kontaktu wzrokowego. Zaczynałam czuć się dziwnie.
-Bo byłem wściekły – powiedział, po czym westchnął i przeniósł wzrok na ścianę, następnie na podłogę.
-Ty? Wściekły? Na mnie? A to dlaczego? – zapytałam sztuczne rozbawiona.
Znowu westchnął i przez dość długi czas nie odpowiadał. 
Kiedy myślałam już, że nic nie powie, odezwał się.
-Bo byłaś w stanie wzbudzić we mnie poczucie winy… - powiedział, nie patrząc na mnie – Bo zdałem sobie sprawę, że mi na tobie zależy…
Znowu nie panowałam nad odczuciami. Stanowczo mi się to nie podobało. Bieberowi nie można było wierzyć nawet w jedno, pieprzone słowo.
-I dlatego zamierzałeś mnie zamordować?? – zapytałam.
Zaśmiał się i uniósł spojrzenie z podłogi na mnie.
-Nie zamierzałem cię zamordować, Alice. Po prostu nie chciałem cię złapać. Myślałem, że w najgorszym wypadku obetrzesz sobie łokieć. Nie zauważyłem tego kamienia, a zresztą skąd miałem wiedzieć, że będziesz miała akurat takie szczęście, żeby w niego uderzyć?
-Czyli, że to moja wina??
Znowu się zaśmiał.
-Nie, nie twoja – uśmiechnął się – Ale po prostu nie zrobiłem tego specjalnie, ok? Nie zaplanowałem tego, że coś ci się stało. Naprawdę. Jak byłaś nieprzytomna, nie potrafiłem cię zostawić nawet na sekundę. Strasznie się martwiłem. Nawet nie wyobrażasz sobie jaką ulgę poczułam, jak lekarz po tym jak cię zbadał, jak się ocknęłaś wyszedł i powiedział, że nic poważnego ci nie jest.
-Czekałeś pod drzwiami? – zmarszczyłam zdziwiona brwi.
-Taaa, jak tylko Nat wyszła, to zaczęła tak na mnie wrzeszczeć, żebym się wynosił, że podeszła do nas pielęgniarka i wyprosiła ją ze szpitala. To był już drugi raz, jak przyłapała ją na wyżywaniu się na mnie, więc powiedziała, że ma się ogarnąć i wrócić najwcześniej za pół godziny. I wtedy reżyser zwołał zebranie. Nathalie chciała z tobą zostać, ale nie chcieli jej jeszcze wpuścić, więc zostałem ja.
-Aha – powiedziałam bezbarwnym tonem.
Uśmiechnął się lekko.
Nie odwzajemniłam uśmiechu, ale patrzyłam mu w oczy. Stanowczo nie powinnam się przy nim czuć, tak jak się teraz czułam.
Pomimo wszystko postanowiłam, że wygram tę ‘bitwę na spojrzenia’.
-Oo, zapomniałbym. Mam coś dla ciebie. Poczekaj chwilę – podniósł się z miejsca.
-Jakbym mogła, to bym uciekła, ale nie mam jak – uśmiechnęłam się cierpko.
Zaśmiał się krótko, po czym zniknął za drzwiami, żeby pojawić się stanowczo za szybko.
W rękach miał największy bukiet czerwonych róż jaki widziałam w życiu.
Moje oczy się zaokrągliły ze zdziwienia.
-Ale ja jeszcze nie umieram. Serio – powiedziałam, a on uśmiechnął się szeroko i podał mi kwiaty.
Czułam się dziwnie. Nie byłam przyzwyczajona do takich gestów.
Z jednej strony miałam ochotę rzucić w niego tymi kwiatami, a z drugiej przytulić się do niego, pocałować i podziękować. Dlatego nie zrobiłam żadnej z tych rzeczy.
-Przyniosę im wodę – powiedział Justin i znowu podniósł się z miejsca.
Tym razem dłużej nie wracał. Róże pięknie pachniały.
Po kilku minutach wrócił ze sporym wazonem. Postawił go przy moim łóżku i biorąc ode mnie kwiaty, musnął delikatnie moją dłoń. Wyglądało to na przypadek, ale po jego spojrzeniu widziałam, że nie był. Czułam mrowienie w miejscu, w którym złączyły się nasze ręce.
Znowu usiadł na krześle i nie uszło mojej uwadze, że przysunął się jeszcze bliżej, niż wcześniej.
-Nie odpowiedziałaś mi wcześniej, na pytanie o to, jak się czujesz – przypomniał.
Patrzyłam na niego i rozważałam, czy jestem w stanie zmusić się do normalnej rozmowy z nim.
Spoglądał na mnie wyczekująco, z niepokojem czającym się w jego oczach.
Czy oczy też mogą udawać?
-Bywało lepiej – odpowiedziałam wymijająco.
Przygryzł wewnętrzną stronę policzka i spojrzał w stronę okna.
-Jak bardzo jesteś na mnie zła w skali 1-10? – zapytał, nie patrząc w moją stronę.
-13 – odpowiedziałam.
Westchnął i znowu skierował spojrzenie na mnie.
-Przepraszam cię… - powiedział cicho i zdawałam sobie sprawę z tego, że te słowa nieczęsto goszczą w jego ustach – Za wszystko. Głupio wyszło.
-Głupio?? Serio odczuwasz to tylko jako: ‘głupio wyszło’??? – zapytałam zirytowana.
-Nie, ale nie potrafię przepraszać, okay?? – podniósł się z miejsca i podszedł do okna. Gapił się w nie bez sensu.
Zastanawiałam się co powinnam teraz zrobić, ale znowu mój problem rozwiązał lekarz, który nagle zmaterializował się w sali. Koleś miał genialne wyczucie czasu.
-Czy mogę prosić pana, żeby…? – zaczął, a Bieber skinął głową na 'tak' i nie patrząc ani razu w moją stronę, zniknął za drzwiami.
Nienawidziłam czuć się zagubiona, a Justin za każdym razem to powodował.
-On się naprawdę martwi. Krąży tu odkąd panią przywieźli – odezwał się lekarz, kiedy Bieber tylko wyszedł z pomieszczenia.
Nie miałam pojęcia co na to odpowiedzieć. Nie miałam siły, żeby mu tłumaczyć, że cokolwiek, co tyczy się tego chłopaka, nie jest takie, na jakie wygląda.
Jedyne, co zrobiłam w odpowiedzi, to wygięcie ust w uśmiechu, który powstrzymywałam odkąd, tylko, tego dnia zobaczyłam zmartwionego Justina. Zmartwionego z mojego powodu. W tej krótkiej chwili, nie obchodziło mnie absolutnie nic, z tego, co okropnego zrobił. 
Po prostu się uśmiechałam.