sobota, 1 października 2011

Rozdział 6

-Halo? – odebrałam mój telefon.
-Spakowana? – a kto to mógłby być inny, jak nie Bieber??
-Jestem w trakcie – oznajmiłam nie przerywając przerzucania ciuchów szafie.
-Bardzo się obrazisz, jak do ciebie wbiję? – spytał.
-Umm… A w jakim celu?
-Tak sobie. Mogę ci pomóc.
-Jakoś tego nie widzę – powiedziałam nieprzekonana.
-Bo?
-A przyjeżdżaj. Jak tam chcesz.
-Okey. Będę za 5 minut – poinformował mnie i się rozłączył.
-Cholera – powiedziałam cicho. Czemu on chce przyjeżdżać do mnie o 9:00 rano??? Nie zdążyłam się jeszcze ogarnąć… Pobiegłam sprintem w stronę łazienki, ale zanim zdążyłam otworzyć drzwi, usłyszałam dzwonek.
Mamy i Potwora nie było i musiałam pójść otworzyć.
-To było dużo mniej niż 5 minut… - jęknęłam, niechętnie wpuszczając go do środka i przygładzając jakoś swoje potargane włosy.
-Ale seksownie wyglądasz – uśmiechnął się i napierając mnie na ścianę wpijając się w moje usta.
-Spadaj – odepchnęłam go – Mam nieświeży oddech – pokazałam mu język.
-E tam – musnął moje usta.
-Naprawdę nie mogłeś chwili poczekać? Dać mi chociaż te 5 minut? – spytałam ciągnąc go lekko za rękę do pokoju.
-Nie. Miałem nadzieję, że złapię cię właśnie w takim stanie – wyszczerzył się.
-Aha – westchnęłam.
-Gdzie twoja mama? I to dziecko? – zapytał Justin.
-A bo ja wiem? Były łaskawe tylko zostawić mi kartkę na szafce, że wrócą o 15:00.
-Mmm – JB popchnął mnie na łóżko i kładąc się na mnie zaczął muskać moją szyję.
-Przystopuj, chłopcze – zaśmiałam się, spychając go z siebie.
Bieber zleciał z łóżka i z hukiem walnął o ziemię.
-Chciałaś mnie zabić? – jęknął.
Spojrzałam na niego z góry.
-Uuu. Nie udało mi się… - skrzywiłam się, a on momentalnie podniósł się z miejsca i porwał mnie na ręce.
-Wyrzucę cię przez okno – zagroził.
Zaśmiałam się.
-Proszę bardzo.
Bieber westchnął uśmiechając się lekko i postawił mnie na ziemi.
-Dobra. Koniec. Idę się doprowadzić do porządku – oznajmiłam i tym razem zamierzałam naprawdę wejść do łazienki.
-A co ja będę robił w tym czasie? – spytał Justin.
-Umm… Możesz sobie laptopa odpalić, albo piosenek posłuchać – wskazałam na mojego iPoda.
-Okey.
Poszłam do łazienki, a kiedy wróciłam Bieber z bardzo ciekawą miną przeglądał moje zdjęcia.
-Ej! – próbowałam zepchnąć go z krzesła i zabrać mu laptopa, ale nie udawało mi się -Juustin. To moje – jęknęłam, kiedy zostały mi już tylko prośby.
-No dobra. Ale za buziaka – uśmiechnął się, a ja musnęłam jego usta.
Wstał od komputera, a ja szybko go wyłączyłam.
-Fajne zdjęcia – wyszczerzył się Bieber.
-Zajebiste – powiedziałam z sarkazmem.
-Kto to ten chłopak, z którym masz większość zdjęć? – o dziwo w jego tonie nie było zazdrości, tylko zwykła ciekawość.
Nie odpowiedziałam.
-No? – nalegał.
-To moja sprawa, jasne?
-Ale już z nim nie jesteś, co?
-Nie jestem – powiedziałam ostro.
-Ej, przepraszam. Nie złość się – objął mnie delikatnie, a ja wtuliłam się w niego. Czułam jakbym znała go od zawsze.
-Nie szkodzi – odpowiedziałam cicho.
Staliśmy chwilę przytuleni.
Bieber na przemian bawił się moimi włosami i gładził moje plecy.
-A wiesz, że udało mi się załatwić dla nas wspólny pokój na tych Hawajach? Tylko we dwoje… - powiedział mi na ucho.
-Fajnie – uśmiechnęłam się lekko – Tylko niech moja mama się o tym nie dowie.
Też się uśmiechnął.
-Zrobię wszystko, żeby się nie dowiedziała – obiecał muskając mój policzek.
Jeszcze chwile tak postaliśmy, po czym uznałam, że dość tego dobrego i muszę dalej się pakować.
-Pomóc ci? – spytał łapiąc jedną z moich bluzek i za razem zrzucając drugą ręką szklankę z szafki, która rozbiła się na milion części. Niestety była pełna i przy okazji zalała połowę moich ciuchów.
-Ugh. Lepiej się wgl nie ruszaj. Siad i nawet nie oddychaj - wysyczałam.
-Ale pomo…
-Nie! Sama sobie poradzę! – krzyknęłam.
-Kotku, spokojnie – zaśmiał się Bieber i usiadł na łóżku.
-Zalałeś prawie wszystkie moje najlepsze ciuchy! Będę musiała je prać teraz - powiedziałam załamana.
-Sorry… Nic nie pierz. Kupię ci coś na Hawajach.
-Powaga?
-Pewnie. Co tylko będziesz chciała i potrzebowała – zapewnił z uśmiechem.
-Dzięki – musnęłam jego usta.
-Nie ma sprawy – znowu się uśmiechnął.
Przykucnęłam na przy walizce i zaczęłam pakować resztę rzeczy, które nie były przesiąknięte napojem.
-Wyjeżdżamy jutro o 4:00, nie? – spojrzałam pytająco na Justina – Ale chcę prawdziwej odpowiedzi, ok?
Bieber się roześmiał.
-Tak. 4:00. Jedziesz ze mną na samolot? Nie masz auta, nie?
-Nie mam… Przyjedziesz po mnie?
-Pewnie. Albo jak chcesz mogę zostać u ciebie na noc – wyszczerzył się.
Uniosłam brwi.
-Ja tam w sumie nie mam nic przeciwko, ale nie liczyłabym, że moja mama się zgodzi.
Justin chwilę myślał.
-A może powiedziałbym jej jakim to niezwykle grzecznym chłopcem jestem??
Wybuchnęłam śmiechem.
-Takim grzecznym, że próbował się do mnie dobrać na pierwszej, czy drugiej randce?
Bieber uśmiechnął się niewinnie.
-Mniej więcej. Mogę założyć nawet pierścień czystości i udawać świętego. Żaden problem. A z resztą i tak będziemy grzeczni…
-Myślisz, że ona w to uwierzy?? Sama zaszła ze mną w ciąże, jak miała 15 lat i teraz jest przewrażliwiona na tym punkcie. Pewnie, gdyby dowiedziała się, że jesteśmy teraz tu sami to dostałaby zawału.
-Ale pozwoliła ci przyjść na noc do mnie.
-Ale myślała, że jest twoja mama.
-Ale przecież ona tu będzie.
-Dodałabym kolejne ‘ale’… No dobra. Jak chcesz to pytaj.
-Ok – musnął moje usta – Zobaczysz, że się uda.
-ALE nie wiem po co ci to. Będziemy na Hawajach razem tak długo, że aż zaczniemy mieć siebie dość.
-Nie sądzę – uśmiechnął się do mnie i kucnął zaczynając zbierać szkło z ziemi.
-Przyniosę jakąś ścierkę – oznajmiłam i wyszłam z pokoju.
Uśmiechnęłam się szeroko. Bieber napełniał mnie jakąś taką pozytywną energią, że musiałam bardzo się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

6 komentarzy:

  1. WohO . jest zajebascie czekam na NN .1!!<3 @Domciulka

    OdpowiedzUsuń
  2. no jest spoko, ale nn dodaj szybciej niż tą, co? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. aaa <3
    nareszcie coś dodałaś :D
    weź zrób teraz jakąś wielką kłótnię, bo jest aż za słodko ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń